43 dni, 17 000 km i trzy klasyki. Niezwykła wyprawa dotarła do Oławy [ZDJĘCIA]
To była podróż, która dla wielu brzmi jak scenariusz filmu. Po 43 dniach i pokonaniu ponad 17 tysięcy kilometrów uczestnicy wyprawy „Z ziemi tajskiej do Polski” dotarli do Oławy. Na miejscu czekało na nich wyjątkowe powitanie - pod Muzeum Motoryzacji WENA zgromadził się tłum ludzi, którzy chcieli zobaczyć bohaterów tej niezwykłej ekspedycji i ich legendarne maszyny.
Wyprawa prowadziła przez imponującą liczbę krajów: Tajlandię, Laos, Chiny, Kazachstan, Rosję, Gruzję, Turcję, Bułgarię, Rumunię, Węgry, Słowację, Czechy i Polskę. Uczestnicy pokonali tę trasę trzema klasycznymi samochodami - dwoma Fiatami 125p oraz Polonezem. Co ciekawe, wszystkie auta miały automatyczną skrzynię biegów oraz kierownicę po prawej stronie, ponieważ zostały kupione w Tajlandii przez Pawła Frączyka. Pojazdy te trafiły tam jeszcze na początku lat 90., a uczestnicy wyprawy nabyli je za około 700 dolarów za sztukę.
Nie obyło się bez problemów technicznych - na trasie pojawiały się zarówno drobne, jak i poważniejsze awarie - urwane wydechy, cieknący olej, awaria skrzyni biegów, czy urwane wycieraczki i lusterka. Mimo to całą drogę udało się pokonać na kołach, bez konieczności transportu samochodów na lawecie. Jak podkreślają uczestnicy, była to podróż pełna emocji, nieprzewidzianych sytuacji i doświadczeń, które na długo zostaną w ich pamięci.
- Wróciliśmy z tej wyprawy inni. Mieliśmy wiele fantastycznych, ale i dziwnych przygód. Niektóre nie nadawały się do publikacji w mediach społecznościowych, ale jeszcze o nich opowiemy. Chińczycy na przykład kompletnie nie wiedzieli, gdzie jest Polska – każdemu musieliśmy to tłumaczyć i pokazywać. W Rosji było trochę niemiłych sytuacji, bardzo nas sprawdzali na granicy, przesłuchiwali, dokładnie kontrolowali telefony i zdjęcia. Chyba już tam nie wrócę - opowiadał na mecie Tomasz Jurczak.
W Oławie wyprawa osiągnęła swój symboliczny finał, choć - jak podkreślają uczestnicy to dopiero przystanek na trasie. Prawdziwe zakończenie planowane jest w Zamościu, gdzie załoga dotrze na metę 10. edycji Rajdu Koguta.
Wśród uczestników wyprawy znaleźli się dwaj mieszkańcy Oławy związani z Muzeum Motoryzacji Wena i Rajdem Koguta - Tomasz Jurczak oraz Henryk Gulka, którzy podróżowali Fiatem 125p. W wyprawie udział wzięli również Paweł Frączyk, Marcin Bożałek oraz Grzegorz Kapsa.
Jak przyznają podróżnicy, długodystansowe wyprawy klasycznymi samochodami dają ogromną satysfakcję i dostarczają niezapomnianych emocji. Nic więc dziwnego, że już teraz planują kolejne tego typu przygody.
A na mecie w Oławie, po tygodniach w trasie, czekało na nich to, czego brakowało najbardziej - tradycyjne polskie pierogi.