Reklama

Jacek Zapotoczny nie dobiegnie do Fatimy [RELACJA]

Dodano: Autor:

Wczoraj w południe pod oławskim ratuszem nie brakowało wzruszeń. Punktualnie o 12:30 swoją biegową wyprawę rozpoczął Jacek Zapotoczny. Do pokonania z ponad 70-kilogramowym wózkiem przypiętym do pasa ma on blisko 3000 kilometrów.

- Bez tych wszystkich ludzi, którzy są tu dziś ze mną, bez ich wsparcia nie byłoby mnie tu. Dziś biorę swój symboliczny krzyż, którym jest wózek i chcę dotrzeć do celu. Czas mojego biegu, podobnie jak i trasę zweryfikuje życie. To nie jest wyścig, biegnę, aby spełnić swoje marzenia. Dziennie będę starał się pokonywać ok. 65 km. Muszę jednak zachować rozwagę i obserwować jak zachowuje się organizm, żeby nie opaść z sił. Co kilka kilometrów będę robił przerwy na krótką regenerację i uzupełnienie płynów – mówił tuż przed rozpoczęciem trasy wzruszony Jacek Zapotoczny.

Poza wieloma przypadkowymi osobami, które zatrzymały się na chwilę przed głównym wejściu do ratusza, na miejscu pojawili się rodzice, najbliżsi przyjaciele i znajomi Jacka oraz zaproszeni goście wśród nich ksiądz Janusz Gorczyca, który tuż przed samym biegiem poświęcił wózek.

- Mam wielkie uznanie do tej podroży. To jest rzecz niesamowita, że człowiek wrażliwy ma taki hart ducha. Staje się Pan ambasadorem Oławy, ludzi wierzących, ale i nie tylko. Warto pokonywać siebie. Niezmiernie cieszę się, że mamy kogoś takiego w naszym mieście. Nie życzę, żeby było lekko, ponieważ wiem, że będzie ciężko. Życzę wytrwałości i samozaparcia, a wierzę, że ta wyprawa przyniesie wielkie owoce dla Pana i ziemi oławskiej – mówił ks. Janusz Gorczyca tuż przed poświeceniem.

Aby spełnić swoje marzenie i wyruszyć w pierwszą taką podróż w swoim życiu, Jacek musiał sprostać wielu wyzwaniom. Odpowiedni trening wytrzymałościowy to podstawa, jednak równie ważnym elementem tej podróży jest specjalny wózek, który młody oławianin ciągnie za sobą. - Chciałbym z całego serca podziękować firmie Sed-Met oraz jej właścicielom. Stanęli bowiem oni na wysokości zadania, wykonując dla mnie całą konstrukcję nie pobierając za to żadnych pieniędzy. To nie jedyne osoby, które wsparły biegacza. Na liście pojawiają się również inne firmy i osoby. Swoją pomoc okazał sklep sportowy Sport-Sen, który przekazał odzież i obuwie. Podobny zestaw ubrań przekazało Miasto Oława.

Dużym zaangażowaniem wykazała się oławska policja. Pod jej eskortą oraz w towarzystwie swojego przyjaciela Kamila Figasa, Jacek opuścił miasto, biegnąc w kierunku Świdnicy. Niestety już po około 14 kilometrach dobrze rozpoczęty bieg trzeba było na chwilę przerwać z powodu ogromnej ulewy. Po kilkunastominutowej przerwie w Marszowicach biegacz ruszył w dalszą trasę.

W tym artykule będziemy relacjonować całą wyprawę Jacka. Wysyłane drogą satelitarną zdjęcia będą trafiały bezpośrednio do nas.
Najnowsze wpisy znajdują się na samym dole artykułu.


Dzień 1 - Jacek na pierwszym postoju w Gaju Oławskim wraz ze swoim przyjacielem Kamilem Figasem. Tu też spotkała Jacka pierwsza życzliwa niespodzianka ze strony zupełnie obcych mu ludzi. Pewne małżeństwo widząc naszego bigacza zatrzymało się i zupełnie bezinteresownie ofiarowało mu pomoc finansową, której nikt się nie spodziewał.


Dzień 1 - Pierwsze zdjęcie z trasy Jacka. 41,5 km trasy za nim. Obecnie jest w Borku Strzelińskim u ludzi, którzy dali mu schronienie przed deszczem. To nie koniec biegania na dziś. Jacek chce pokonać jeszcze dziś co najmniej 20 kilometrów.


Dzień 2 - Jestem w Jaźwinie przy Dzierżoniowie. Musiałem skorygować trasę. Ciągle poruszam się miedzy małymi wioskami i mimo, że na liczniku 108 km to nie przemieszczam się daleko. Przez 20 km dziś eskortowało mnie dwóch poznanych chłopaków na rowerach, którzy jeżdżą MTB w górach. Obiecałem, że jak wrócę odwiedzę ich i może za rok wybierzemy się na wspólną wyprawę. Wrażenia z dziś? Gdyby nie głowienie się nad poprawkami trasy to wszystko OK. Śpię na podwórku w wózku na posesji u jednych ludzi. Cały czas na trasie spotykam uśmiechy i pomoc. Jutro czekają mnie pagórki, kieruje się na Jedlinę Zdrój.

Dzień 3 - Jacek w drodze do Fatimy
Dziś jestem na przyjemnej drodze i nie nadrabiam kilometrów. Oszczędzam siły i nie zrobię założonego kilometrażu. Zaczynają się górki. Kieruję się na przejscie graniczne w Tłumaczowie. Na mojej drodze pojawiają się kolejne miłe osoby.

7 lipca Jacek spędza w Czechach 

Niestety bieg nie idzie zgodnie z założonym wcześniej planem jednak to nie jest wyznacznikiem jego celu - Aktualnie czuje się dobrze, sporo jadłem przez ostatnie dwa dni. Dużo sil tracę w górach, to są najtrudniejsze etapy. Średnio co trzeci dzień potrzebuję zrobić sobie dłuższy odpoczynek kosztem kilometrażu założonego. - pisze Jacek. Przez ten tydzień zdarzył się dzień gdy nocowałem na odludziu, nie miałem sił i byłem zły na wszystko dookoła ale to już minęło. Aktualnie odpoczywam, mam spuchnięte prostowniki palców-mięśnie stopy, uwierają mnie w buta i trochę się tym martwie. Mam delikatne obtarcia palców i sine robią się paznokcie. Czech Zdenek z Roztoky u Prahy przygarnął mnie z ulicy i dokarmił, udzielił noclegu. Super facet.

Jacek poznaje nowych ludzi, którzy na trasie go wspierają i dopingują. - Jak ludzie reagują? To jest niesamowite, jak na drodze pomagają mi ludzie. Spotykam się z uśmiechami, kciukami wyciągniętymi w górę. Podają mi wodę, kawę, jedzenie, udzielają wskazówek dotyczących trasy, a nawet udzielają noclegu. Czesi podkreślają ze jesteśmy Słowianami przecież i klepią po plecach są bardzo przyjaźni.

-Nie wszystko idzie zgodnie z planem, praktycznie codziennie koryguję trasę, nie wykonuję założonego kilometrażu, ale mówię sobie spokojnie, trzymaj chłodną głowę. Wiem już ze termin zakończenia podróży jaki zakładałem od początku jest już mało realny. Tego nie przewidziałem, tracę dużo czasu na organizacje w ciągu dnia.

13 lipca: Aktualnie Jacek znajduje się w mieście Prestice i kieruje się na małe przejście Vseruby, które znajduje się na wysokości ok. 600 metrów, jest to najniższa miejscowość graniczna w okolicy. - Nic z tego, nie mam wifi. Nie pozwolili mi tez nocować na terenie stacji, a że nie mam już sił zostałem na parkingu przy pensjonacie, na noc bramę zamykają wiec będzie ok. Chciałem wziąć pokój, bo pada lekko ale nie maja wolnych. Mam pecha teraz, jestem w mieście Prestice - pisze Jacek.

-Jeśli chodzi o trasę do tej pory: 2 dni temu był upal, wczoraj wiało, dziś przelotnie kilka razy popadało lekko. Jestem zadowolony z dzisiejszego dnia, chociaż dwa razy miałem góry o nachyleniu 12%. Dziś kilkanaście wyżyn też zaliczyłem, już mi bokiem wychodzą. Wolę Niemcy, bo i sieć dróg lepiej rozbudowana i cywilizacja wróci.

18 lipca: -Witam z Kdyne, ostatniego miasteczka przed granicą z Niemcami. Po dwóch dniach pauzy spowodowanej ulewami ruszyłem w dalszą drogę. Dziś znów pokonałem kilka wyżyn i ostry odcinek górski. Dużo czasu tracę w górach, momentami ściągałem pas i tyłem wciągałem wózek na szczyty. Dziś złapałem kapcia kiedy musiałem ustąpić autobusowi i zejść na pobocze ale na szczęście natychmiast niemal zatrzymał się jeden Czech i pomógł mi zmienić całe koło. Sedmet zadbał o wszystko, również o narzędzia do naprawy wózka. Profesjonaliści! Jutro przekraczam granicę z Niemcami. Jeśli chodzi o nogi, zawsze na wieczór są mocno zmęczone. Jestem w górach znów i pogoda nie rozpieszcza, jest chłodno, w nocy owijam głowę kocem aby nie wychłodzić dróg oddechowych.Nie mam tyle mocy co na początku ale odetchnąłem psychicznie, złapałem drugi oddech i ciągle wierzę. Dziękuje za ciepłe słowa otuchy od znajomych, dużo pomagają kiedy jestem sam.

27 lipca: Jacek pozdrawia z biegowej pielgrzymki do Portugalii z Niemiec. Obecnie jest w Bad Worischofen i kieruje się na granicę ze Szwajcarią. - Rozbiłem obóz już, dobrą robotę dziś zrobiłem. Odpoczywać musiałem półtorej dnia ostatnio. Opracowałem sobie nową drogę po jak najmniejszych górach. Myślę, że jak wszystko będzie sprzyjało to najpóźniej w sobotę w Szwajcarii będę.

-Są takie mięśniowe kłopoty teraz często. Złapałem trzeci oddech. Lepiej nawiguje się po drogach, Niemcy też są bardzo przychylni i pomocni dla mnie. Byłem w obozie koncentracyjnym w Dachau, zboczyłem z trasy 40 kilometrów bo bardzo chciałem tam być, ten widok mrozi krew a serce pęka. Czasem myślę że ten ostatni miesiąc jest jak kilka lat życia, dni szybko mijają a mimo to dzieje się dużo, spisuje to wszystko w swoim dzienniku. Ruszam do Bodensee skąd przedostaje się do Szwajcarii. Pozdrawiam ołowianie, dziękuję za słowa otuchy!

1 sierpnia: Pomimo niesprzyjającej pogody i wymęczonego organizmu Jacek jest już w Szwajcarii. W swojej relacji opisuje, że nie jest łatwo, jednak podtrzymuje go dobra myśl o swojej rodzinie. - Kiedy mijałem Niemcy i płynąłem z Meersburga do Konstanz bylem w doskonałym nastroju i nawet nie zważałem na zmęczenie, wszystko wynagradzały widoki. W Konstanz spotkałem polaka Mariusza, który udzielił mi noclegu w swoim apartamencie, który wynajmuje turystom, rozmawialiśmy kilka godzin. Od momentu przekroczenia granicy dziwnie szybko opadałem z sił. W sobotę już po godzinie 16:00 bylem tak zmęczony że musiałem po raz pierwszy o tej porze przespać się, tak skończył się ten dzień. - relacjonuje nam Jacek.

-W niedzielę od rana przechodziły ulewy, zdecydowałem się ruszyć po 15:00 jak nieco się rozjaśniło i nie zdążyłem dotrzeć do Frauenfeld gdy nadeszło urwanie chmury, nie zdążyłem dobrze się schować i przemokłem. Mój wózek zauważyli ludzie, Polacy mieszkający w Szwajcarii i od razu zaoferowali pomoc, Dawid ze swoją żoną oraz bratem, pochodzący z niedaleko Koszalina. Opatrzność znów nade mną czuwała, bylem już bezradny.

-Do tego momentu od dwóch dni trochę się podłamałem, bo padał deszcz, sklepy były zamknięte, a ja zapomniałem zrobić zakupy i trochę głodowałem ale myślałem o bliskich, to była ta dobra myśl. Razem z Dawidem świetnie się dogadałem, pojechaliśmy autem na wodospad nad Renem w Schafhausen, a wózek został pod domem, po raz pierwszy widziałem takie widoki, w dodatku Szwajcarzy maja święto narodowe i strzelali sztucznymi ogniami tam, w poniedziałek z kolei stoi cały kraj, wszyscy maja wolne. Jeśli o mnie chodzi brakuje mi świeżości, mimo ze wydaje mi się ze jestem zregenerowany to nie mam mocy ale nie rezygnuję z walki, jestem w Frauenfeld, do Zurychu niewiele. Musze się jak najszybciej przedostać do strefy euro dlatego że tu jest jeszcze drożnej i każdy dzień w Szwajcarii jest drogi oby pogoda mi znów sprzyjała.

Podróż Jacka Zapotocznego przedłuża się, funduszy na jej ukończenie może nie wystarczyć. Dlatego apelujemy do każdego, kto ma taką możliwość aby pomógł - przelewając "symboliczną złotówkę" na konto Jacka. 34 1090 2428 0000 0001 1204 2295. Każda kwota będzie ogromną pomocą w takiej sytuacji.

AKTUALIZACJA 12.08.2016
Kolejny dzień wielkiej wyprawy.

-Za mną 4 bardzo trudne dni dlatego, że przeprawiałem się przez granice szwajcarsko-francuską. Droga położona była w najwyższym punkcie na wysokości 1600m. Było tam zimno szczególnie w nocy. Potrzebuje teraz sklepu, od 9 sierpnia nie miałem po drodze żadnego, a muszę zrobić zakupy. Na szczęście dziś złapałem kontakt wi-fi w barze. Pomogłem przy rozładunku dostawy do baru, a w zamian właściciel postawił mi królewski obiad, steki z tuńczyka z warzywami, kieliszek wina i rożnego rodzaju sery. Muszę przyznać, że nigdy nie jadłem takiego obiadu – pisze Jacek.

-Przez ostatni czas wykonałem wielką pracę, myślę ze większa niż na ultramaratonie, mocno przesunąłem granice komfortu fizycznego, jeszcze nie bylem tak wyczerpany. Każde kilkanaście kroków z wózkiem pod górę powodował puls na poziomie 90% możliwości człowieka w moim wieku. Spadły moje morale ale kiedy znów mam kontakt z ludźmi przez wi-fi i przeczytałem wszystkie wiadomości stanąłem na nogi natychmiast. Motywuje się codziennie ale to co napisaliście do mnie powiększa jeszcze bardziej moją wiarę w to co robię i bądźcie pewni, że nie poddaje się. Dostałem od Was niesamowitą bombę emocji, dziękuje oławianie i mieszkańcom powiatu oławskiego. Kiedy to pisze szczerze przyznam że w oku kręciła się łza. Nie składam broni, biegnę dalej. Otrzymuje nieustanna pomoc od ludzi, do tego tutaj w Bonlieu ludzie powiedzieli mi, że daje dobre świadectwo o polakach i świadectwo wiary z czego bardzo się cieszę.

-Tęsknie za domem ale ruszam dalej po marzenie. Spędzę we Francji czas do końca miesiąca. Postanowiłem, że dotrę najpierw do Lourdes, przestałem liczyć czas i kilometry. To co się tutaj dzieje można opowiadać dniami i nocami. Dziękuje jeszcze raz, Oława w moim sercu, do zobaczenia do usłyszenia!


AKTUALIZACJA 21.08.2016
Jacek Zapotoczny, oławski biegacz, który jest w drodze do Fatimy przeżywa ciężkie dni.

- Jestem w wiosce przed miastem Saint Bonnet le Chateau. Modle się o siły bo od 4 dni jestem rozłożony, a dziś już zupełnie osłabiony i bez apetytu. Zatrułem się najprawdopodobniej serem. Momentami bieg staje się niebezpieczny i muszę zejść z drogi. Wiem że muszę to przeczekać. Ludzie których napotykam na swojej drodze pytają się o Oławie. Mówią, że taka podróż dobrze świadczy o naszym narodzie. Jestem osłabiony i przechodzę teraz przez trudne chwile . Obecnie mam 495 kilometrów do Lourdes we Francji. Łącznie za mną ponad 1600 km, dokładnie nie wiem ponieważ licznik przestał działać – pisze z trasy Jacek.

- W wolnym czasie czytam wasze komentarze. I chcę sprostować pewne fakty. Nigdy nie prosiłem bezpośrednio o pieniądze dla tej wyprawy. Dla jednych to co robię będzie fanaberią, inni uśmiechną się i dodadzą wsparcia. Ja jestem ponad podziałami. Nie mam siły na kontrowersje, walczę ze sobą, czuję się osłabiony i przechodzę przez trudny czas we Francji. Pozdrawiam oławian i mieszkańców powiatu



AKTUALIZACJA 22.08.2016 godz. 7:00
Wczoraj pisaliśmy o problemach zdrowotnych Jacka i jego niewielkim załamaniu. Dziś o poranku dotarły do nas jeszcze bardziej niepokojące informacje z trasy.
- Około godziny 1:30 na parkingu w środku miasteczka Luriecq zerwałem się ze snu kaszląc i dusząc dymem. Ktoś podłożył ogień pod wózek, zobaczyłem go dopiero, gdy się obróciłem. Wyskoczyłem w skarpetkach, krzyczałem ale nikt tego nie słyszał, zacząłem gasić ogień, który zajął dół wózka, spaliły się flagi i plandeka pod spodem. Dobrze, że miałem większy niż zazwyczaj zapas wody i picia, wylałem wszystko. Mnie nic się nie stało, śpiwór jest jedynie nadpalony. Dobrze, że od kilku dni nie mogłem dobrze zasnąć bo chwile później mogłem udusić się dwutlenkiem węgla. Nie zmrużyłem oka do rana. Boje się teraz nawet przejeżdżających ciężarówek, mam wrażenie, że chcą wjechać na mnie.

Przed południem Jacek znalazł schronienie w domu jednej z mieszkanek. W pomocy znalezienia noclegu ogromny udział miała lokalna policja, która wezwana przez ludzi przyjechała na miejsce i pomogła Jackowi. - Teraz przebywam u starszej pani, która zechciała mi pomóc i przyjęła mnie pod swój dach. Muszę odpocząć ale nie poddam się i wyroszę w biegową podróż już niedługo ponownie.


AKTUALIZACJA 27.08.2016
Jacek Zapotoczny ponownie ruszył w trasę biegową do Fatimy. -Otrząsnąłem się już całkowicie po incydencie we Francji. Mocno zmotywowałem się do wysiłku
-Otrząsnąłem się już całkowicie po incydencie we Francji. Obecnie jestem w mieście Chanaillieus. Mam za sobą trudne 3 dni drogi przez lasy i odludzia. Jestem na wysokości 1050m i za około 35km będę zbiegał w dół kierując się w pobliże miasta Rodez, a następnie Montauban. Tak jak wcześniej nadrobiłem 45km, aby dotrzeć do byłego obozu koncentracyjnego w Dachau w pobliżu Monachium tak również podczas tej pielgrzymi zdecydowałem się dotrzeć najpierw do świętego miejsca Lourdes. Mocno zmotywowałem się do wysiłku, ale też pamiętam o skupieniu się na swoim bezpieczeństwie. Od ostatniego zdarzenia koncertuje się na noclegach na prywatnych posesjach. Podczas biegu ciężko jest wyczuć miejsce, do którego zdążę dotrzeć, dlatego najwcześniej proszę ludzi o wjazd na prywatne posesje, nocuje również częściej na campingach - pisze z górskiej trasy Jacek. - Popełniłem osobiste błędy organizacyjne. Tak to jest, gdy nie ma się doświadczenia w planowaniu takich wypraw, ale też nie będę punktował siebie, tylko nauczę się na błędach. Źle obliczyłem czas, nie uwzględniając ważnych szczegółów. Ważne, że są ze mną zaufane osoby i można na nie liczyć. Dziękuję za słowa otuchy. Znów jestem szczęśliwy i zmotywowany. Potrzebuje teraz większego wysiłku niż wcześnie, aby odzyskać stracony tydzień - dodaje młody oławianin.



AKTUALIZACJA, 6.09.2016
Jacek zdobywa pierwszy ważny punkt na swojej trasie. Dociera on do Lourdes we Francji gdzie spędzi najbliższe dwa dni na odpoczynku i modlitwie

- Jestem dziś ogromnie szczęśliwy pomimo bólu kręgosłupa od trzech dni, dotarłem do szczególnego miejsca odwiedzanego co roku przez miliony pielgrzymów. Jestem w Lourdes na południu Francji, 35 km od granicy z Hiszpania, która przedzielają wielkie Pireneje. Jestem zachwycony tym miejscem. Dotarlem dziś do miasta o godzinie o 17, przez 3 dni wykonałem wielki wysiłek i długą drogę, najdłuższą od startu - pisze do nas Jacek. -Do sanktuarium udam się w środę ubrany w zwykłą odzież i buty, ponieważ nie chce się odznaczać w tym szczególnym miejscu. Zostanę tutaj dwa dni i zaniosę w modlitwie intencje wszystkich ludzi których spotkałem.

 

AKTUALIZACJA - 19.09.2016
Walka Jacka z urazem i odpoczynek przed dalszą drogą


- 4 dni temu podczas zbiegania z gór doznałem urazu i nie mogłem kontynuować drogi ze względu na problemy mięśniowe. Po dwóch dniach udałem się na wizytę do fizjoterapeuty, który pomógł mi wrócić do sprawności. Ból mija i jutro ruszę w dalszą drogę. Jestem juz zmęczony, czuję trudy drogi.
Znajduję się obecnie w domu pielgrzyma w La Puebla de Arganzon w kraju Basków. Po 5 fatalnych, deszczowych, zimnych dniach przyszło nareszcie ocieplenie. Na duchu podnoszą mnie inni pielgrzymi, których teraz codziennie spotykam. Wszyscy udają się do Santiago de Campostela, słucham ich opowiesci, wzajemnie się motywujemy i bardzo się cieszę.
Ostatnio wystrzeliła mi dosłownie opona i nie mam już rezerwy. Również dętki rezerwowe mają już tyle łat, że tak naprawdę została mi ostatnia rezerwowa. Każda guma teraz wiąże się z kolejną stratą czasu dlatego, że już nie mam rezerwowego koła. Chcialbym bardzo w 14 dni dotrzec do Fatimy, jest to możliwe ale wydaje mi się to wciaż nieskończona droga... Pozdrawiam mieszkancow z trasy!! 

[23.09.2016]

Dzisiaj Jacek poinformował, że nie jest w stanie dobiec do swojego celu. Mimo, że kończy swoją biegową pielgrzymkę, to dotrze do Fatimy transportem - 8 dni temu przydarzyła mi się kontuzja. Wybrałem się na terapie do fizjoterapeuty w Vitorii w Hiszpanii. Odpoczywałem 4 dni i ruszyłem ponownie lecz już wyłącznie maszerując. Każdy kolejny dzień kończył się bólem. Dziennie potrafiłem przejść 15 kilometrów. Płakałem z niemocy, jest mi bardzo przykro, zdecydowałem zakończyć dalsza drogę z wózkiem.

Jacek aktualnie jest w Burgos, 340 kilometrów od granicy z Portugalią. Dotrze do Fatimy innym transportem. - Wyślę paczkę do Polski z najważniejszymi rzeczami, wózek zostanie na parkingu przy restauracji przy drodze krajowej i postaram się wrócić z nim do Polski, zainteresowanie nim wyraziło WOŚP i chciałbym przekazać konstrukcje w ich ręce. Plan się nie powiódł i jest mi ogromnie przykro ze nie mogę o własnych silach ukończyć drogi, mimo to wciąż jestem pielgrzymem i dotrę do Fatimy, z Bogiem!

Zgłoś naruszenie
{{ error.violation.name }}
{{ error.violation.email }}
{{ error.violation.body }}
{{ violation.success }}

Komentarze (81)

c
cześ
Szacun, ja to mogę biec najwyżej do sklepu :D
R
Rafał Z.
Jacek - bije czołem! Odpowiedz
R
Rafał Z.
Jacek - bije czołem!
Łukasz
dzisiaj 03,07,2016 o 9,00 spotkałem pana Jacka w Bielawie i zamieniłem kilka słów, jestem pełen podziwu, pozdrawiam Mielczenin.
C
Ciekawy
Już skończył?
S
Shermi
Jak tam Wasza relacja? Co z Jackiem? Juz w Czechach?
b
biegacz z oławy
co się dzieje? już chyba dzień nr 6
c
ciekawy
Już powinień być na 390 km :D jeszcze tylko ponad 2500 km. Ciekawe jak się biegnie z wózkiem 70 kg, z którym nie trenowało sie miesiącami...
z
znajomy Jacka
w relacji brakuje dnia 4,5 i 6 a niby miała być codzienna...
S
Shermi
Ja się tu o Jaca martwię bo nic nie piszecie. Biegnie z jakimś GPSem? Może link de podglądu.
S
S
Nie można codziennie męczyć chłopaka o zdanie relacji, od niego zależy kiedy ma ochotą aby coś napisać.
@
@OLAWA24
Relacja pojawia się wtedy, gdy Jacek ma dostęp do internetu i siłę przesłać informacje i zdjęcia
l
lorrak
Co u Pana Jacka? Czyżby w Niemczech nie było WiFi i stąd takie opóźnienie w relacjonowaniu wyprawy? Gdzie można śledzić ją na bieżąco?
s
swinski ryj
Jacek ty sie niewygłupiaj i wracaj chlopie do domu.Wszyscy wiedza ze do angli z buta za robota idzie
O
Opatówek
Spotkałem Jacka w DE w okolicach Aichstetten. Podwiozłem go około 40 km w stronę jeziora Bodeńskiego na ścieżkę rowerową. Ma chłopak moc.
k
ktos
Przecież miał całą drogę biec, a nie wozić się samochodem
6
691516887
Ty od wożenia się samochodem jak Ci zaraz pierdolnę to CI się skończą głupie dogaduchy. Zrób jedną dziesiątą tego co on a potem cwaniakuj. Ty pewnie w biegu na 10 piętro wieżowca dostałbyś zapaści, więc wypierdalaj z tymi komentarzami stąd.
k
ktoś
Widzę, że się zadyszałeś. Czy mam już dzwonić po karetkę i zgłosić, że masz zapaść?
N
Nemo
Powodzenia , wieżę że się uda.
k
ktoś
Ja nie "wieżę", bo na wieżę można wejść. Ja wierzę
-
-[p--
Ja mam pytanie: Dlaczego w Oławie jest tak dużo kasyn, bud z automatami i innymi podobnymi ścierwami?? Przez takie dziwne miejsca dochodzi do napadów i kradzieży. Jeden z drugim przegra wypłatę i nie ma za co się odegrać to kradnie i tak w kółko. Kto to reguluje w naszym mieście?? Kto na to zezwolił, że w całym mieście jest ich tak dużo?? Ktoś w ogóle je kontroluje?????
o
oławski
A ja mam inne pytanie. Czy Jacek już zrezygnował i nie biegnie? Co się dzieje? Czekamy na relacje
k
ktosiek
Pan Jacek wybierając się w taką podróż powinien przewidzieć ewentualny brak środków finansowych i zaoszczędzić większą sumę pieniędzy!!
P
Prof. Miodek
Chyba jesteście chorzy. Nikt nie będzie finansował zachcianek pana Jacka. To jego problem, że nie dość dobrze zaplanował swoją podróż i nie przygotował się do niej i że zabrakło mu pieniędzy. Swoje ciężko zarobione pieniądze wolałbym oddać na chore dzieci, niż na śmieszne widzimisię tego pana.
k
ktoś z Oławy
Ciekawe czy jak ja jemu napiszę swój numer konta i napiszę, że potrzebuję pieniędzy na spełnienie swoim marzeń to mi wyśle? Jak myślicie?
D
D.O.A
http://rycerzeiksiezniczki.pl/kids/bianka/?lang=pl
B
BK
Myślę że znajdą się i tacy którzy będą jednak chcieli pomóc zrealizować tak szlachetne marzenie. Za tych 3mam kciuki a cała reszta która woli gnić przed kompem zamiast podjąć jakikolwiek trud w spełnianiu własnych marzeń niech po prostu zajmie się czymś bardziej pożytecznym niż krytyką.
d
do BK
Cudownie, że realizuje swoje marzenia. Nikt nie mówi, że to źle wręcz przeciwnie, ale chyba nie wypada prosić ludzi o pieniądze na to. Niech rodzinę swoją poprosi.
o
odp. do BK
To nie jest krytyka, a stwierdzenie faktu. Każdy ma jakieś marzenia, które chciałby spełnić, ale nie za cudze pieniądze. Super, że coś zrobił, że w końcu podjął się tego o czym marzył, ale na to powinien mieć własne środki. Są ludzie, którzy tych pieniędzy potrzebują o wiele bardziej.
M
Monika
Popieram poniższy komentarz
J
Jelcz
brawo jacek!!!
E
Ejmen
Oławskie cebulaki. Nikt wam nic nie każe przelewać, to jest prośba. Nie chcesz nie musisz, wiec zamknij ryj i się nie odzywaj!
A
Artek
Dokladnie tak! Nikt nie zmusza do płacenia, wolisz sobie za 5 zł kupić browara kup napij się i zamilcz...!
o
oława.es
jaka trasa przez hiszpanje ,będzie gdzieś koło Madrytu?
k
ktoś
To mu przelejcie cwaniaki. Ciekawe który z was już to zrobił. A szczekają jak psy
c
cześ
zbieram na piwo
k
ktoś
Pomóżmy spełnić marzenie czesia !!
J
Justyna
Dasz radę!
a
asia
Jacku, jesteś wielki! Przeczekaj kryzys, on minie! Dasz radę, ale dbaj o siebie! Czytaj komentarze Polaków, natomiast zlewaj komentarze zakompleksionych, małych...polaczków!
M
Monika
Da pan rade jestem godna podziwu. Serdecznie pozdrawiam.Mieszkanka z Olawy.
K
Kierowca
masakra z tym podpaleniem!.... jak można tak postępować !!!
G
Gucio
Podpalenie podpaleniem ale ogólnie coś jest nie tak...Jacek jest w "podróży "od 54 dni w czasie których pokonał 1500km to daje jakieś 28km dziennie! To nie jest bieg tylko spacer !człowiek normalnie maszeruje z prędkością 5km/h wiec mamy 6 godzinny spacer i co dalej?pomijam już kwestie jakiś podwózek o których ktoś wspominał w poprzednich komentarzach. To ma mało wspólnego z biegiem poniewaz dawno już trasa powinna byc zakonczona.Na drugi raz wybierz rower z bagażem.
D
David
Walcz Jaco!
@
@gucio
Dziwne myślenie masz człowieku nie kazdy dzień jest taki sam czasem warunki pogodowe nie pozwalają aby można było biec dalej ale co ty możesz wiedziec. Jedynie gdzie biegłeś to do kibla... Powodzenia Jacek wierze ze sie uda!!!
c
cześ
z tym podpaleniem to przesadzili, przecież mogli go zabić przypadkiem
J
Ja
Dokladnie co za koles ludzie sa masakra. Powodzenia
o
olo
Może spróbuj nocować na terenie parafi plebani w końcu to pielgrzymka a tam raczej bezpiecznie
J
Jacek Zapotoczny
prosze nie wchodzcie w ludzkie zycie butami i szanujcie wolnosc czlowieka, pamietajcie ze jaka miara odmierzacie taka wam odmierza. warunki pogodowe sa rozne, sily rowniez nie zawsze sie mnie trzymaja ale nie poddawalem sie.teraz konsultuje z rodzina co dalej. nie oceniajmy ludzi bo nie wiemy co przeszli i co w sercu czuja. jestem w kontakcie stalym z bliskimi, z ludzmi z poza powiatu ktorzy dzwonia stale do mnie a nawet jestem w kontakcie z ludzmi z innych krajow jakich spotkalem po drodze i to jest mile i budujace. nigdy nie prosilem nikogo o pieniadze, jestem pielgrzymem. Rusze niedlugo w dalsza droge, tak czuje w sercu i tak zrobiepozdrawiam
m
mieszkanka oławy
Nie chcecie dawać nie dawajcie ,ale przestańcie pluć jadem najlepiej krytykować siedząc zadkiem przed kompem. Jacek nie przejmuj się durnymi komentarzami ,większość trzyma za Ciebie kciuku .Powodzenia
k
ktoś z oławy
Trochę racji jednak Gucio ma.
@
@ktosiek
Jakiej racji? A jak Ci napisze Ze Gucio pożyczył od Maji 100zl i nie oddał to tez łykniesz ten kit?
G
Gucio
Podejde do sprawy trochę inaczej Po pierwsze też biegam i widzę błędy których inni czytelnicy nie widzą. Wg Mnie cała ta wyprawa nie ma sensu od strony organizacyjnym,planowania trasy a kończąc na przygotowaniu organizmu. Pisałeś że przygotowywałeś się od roku do tej wycieczki ale biegałeś BEZ 70kg wózka!A teraz jak twoje ciało musi ciagać dodatkowy bagaż inaczej pracują mięśnie inaczej stawiasz stopę a tym samym masz inna postawę ciała przez co szybciej się męczysz i o kontuzje o wiele łatwiej nie wspominając o kręgosłupie.Dalej NIEukończyłeś ultra maratonu górskiego ale postanowiłes biec przez górzyste Czechy i Szwajcarie to tak jak bym nie mógł wejść na Śnieżkę a poszedłbym zdobywać Mount Everest...biegacz ma oszczędzać siły a widzę ze pomagałeś przy rozładunku towaru za obiad czy nadrobiłes 40km aby pojechać do obozu w Dachau może zaraz wpadniesz na pomysł aby nadrobić parę km we Francji i zobaczyć Myszkę Miki w Disney landzie? ? Twój plan zakładał pokonywanie 80km dziennie a tracisz czas na głupoty.Sorry Jacek mimo że trzymam za ciebie kciuki to musze to napisać abyś dostał kubeł zimnej wody i zmienił taktykę bo to co pisze to konstruktywna krytyka a nie hejt.
G
Gucio
Podejde do sprawy trochę inaczej Po pierwsze też biegam i widzę błędy których inni czytelnicy nie widzą. Wg Mnie cała ta wyprawa nie ma sensu od strony organizacyjnym,planowania trasy a kończąc na przygotowaniu organizmu. Pisałeś że przygotowywałeś się od roku do tej wycieczki ale biegałeś BEZ 70kg wózka!A teraz jak twoje ciało musi ciagać dodatkowy bagaż inaczej pracują mięśnie inaczej stawiasz stopę a tym samym masz inna postawę ciała przez co szybciej się męczysz i o kontuzje o wiele łatwiej nie wspominając o kręgosłupie.Dalej NIEukończyłeś ultra maratonu górskiego ale postanowiłes biec przez górzyste Czechy i Szwajcarie to tak jak bym nie mógł wejść na Śnieżkę a poszedłbym zdobywać Mount Everest...biegacz ma oszczędzać siły a widzę ze pomagałeś przy rozładunku towaru za obiad czy nadrobiłes 40km aby pojechać do obozu w Dachau może zaraz wpadniesz na pomysł aby nadrobić parę km we Francji i zobaczyć Myszkę Miki w Disney landzie? ? Twój plan zakładał pokonywanie 80km dziennie a tracisz czas na głupoty.Sorry Jacek mimo że trzymam za ciebie kciuki to musze to napisać abyś dostał kubeł zimnej wody i zmienił taktykę bo to co pisze to konstruktywna krytyka a nie hejt.
K
K
Gucio rację masz, ale trzeba pamiętać, że dla Jacka jest to przede wszystkim pielgrzymka, a nie pokazanie światu ile on i w jakim czasie przebiegnie. Nie przemyślał, nie zaplanował do końca, nie był przygotowany, nie dokończył ultramaratonu - ok, ale to jest jego pielgrzymka, a nie wyścig o tytuł najlepszego - od tej strony to chyba już chyba nikt o tym nie myśli i nie pamięta jak były pierwsze artykuły w gazecie, która zamieniła jego pielgrzymkę w widowisko dla ludzi. Rozmawiałam z Jackiem 2 dni przed jego rozpoczęciem biegu i w tej rozmowie 3 razy powtórzył mi, że robi to tylko i wyłącznie dla siebie i nie będzie nikomu nic udowadniał. Jeśli ktoś nie chce nie musi w niego wierzyć ani go wspierać bo to jest jego pielgrzymka. Więc jedyne co pozostaje to się po prostu za niego pomodlić aby szczęśliwie i w jakim tempie mu się podoba dobiegł do końca.
g
gall anonim
Jezeli to jego pielgrzymka to po co relacjonuje wszystkim gdzie jest.
d
do galla anonima
Bo, wyobraź sobie, są na tym świecie życzliwi ludzie, którzy Jackowi kibicują i martwią się o Niego. I proszą Go o jak najczęstsze relacje z trasy. Ale niektórym to trudno zrozumieć...
w
wielbicielki
Panie Jacku trzymamy kciuki:) Jestem pełna podziwu dla Pana. Powodzenia i pozdrawiamy .
k
ko gut
Panie Jacku, jest Pan Wielki! Sercem, duchem, odwagą! Przez cały czas trzymam w myślach kciuki za Pana i życzę spełnienia marzeń o dotarciu do Fatimy. Wierzę głęboko, że w tych okropnych czasach nienawiści i przemocy znajdzie Pan na swej drodze samych dobrych LUDZI. Szczęść Boże !
w
wielbicielki
Jacku, jest Pan Wielki! Sercem, duchem, odwagą!
s
swinski ryj
Na piwo do fatimy biegnie
Z
ZAKOCHANA
KOCHAM MOJEGO PROBOSZCZA, KTÓRY POŚWIECIL WÓZEK MIESZKALNY!!!!1
z
zażenowany
Wielki sercem, bo co? Bo biegnie? Bo robi coś dla siebie? Wielcy sercem robią coś dla innych.
d
do K
a to nagle tylko jedna gazeta zrobiła z tego biegu widowisko? cóż za hipokryzja przez ciebie przemawia... a ten portal, na którym tu teraz jesteśmy to już nie? kto jechał za Jackiem jak tylko wystartował i kręcił filmik na przystanku w Marszowicach? kto utworzył post sponsorowany na fb, że Jacek dobiegł do Lourdes? żałosne stwierdzenie śmiesznego pseudo mądrego człowieczka :) no cóż, ale w sumie co w tym dziwnego? jak jakiś wrocławianin biegnie to też we Wrocławiu o nim piszą i się chwalą - takie uroki "medialnych pielgrzymów" - zdecydowali się na bycie osobami publicznymi więc mają za swoje :) a kończąc powiem ci tak K - widać, że wcale nie znasz tego człowieka więc się tu już więcej nie wymądrzaj... chyba, że po cichu też ci się marzy taka medialność jak to się stało w przypadku Jacka?
d
do K
a i jeszcze jedno - ktoś Jacka zmuszał, żeby się zgodził na upublicznienie swojej osoby w gazecie czy na tym portalu? zrobił to dobrowolnie, a stając się osobą publiczną musi być przygotowany też na krytykę, bo nigdy nie jest tak, że wszyscy będę tylko chwalić. poza tym mentalność polaków jest taka a nie inna! Jacek chyba jest dorosły i wiedział na co się zgadza? a może jednak nie jest, skoro nagle ma takich obrońców jak K?...
P
Piotr
Dzisiaj wasz kolega byl w saint jean pied de port w Pirenejach przy granicy z chiszpania ...
P
Prof. Miodek
Nie ma takiego kraju jak Chiszpania!
j
jatoja
Jest. Graniczy z Portógaljom.
z
zezol
No tak dla Chiszpania z Portógaljom, a Hiszpania z Portugalią :P
r
rafał
biegnie?
J
Jan
tak :)
c
cześ
Nie ma chiszpani ani portógali ani londynu - jest Lądek Zdrój!!!
s
swir
Ale jest też kraj "Baskuf" i tam jest nasz Jacek
k
ktoś
Jacku gnaj chłopie już nie dużo ci zostało. Będziesz miał satysfakcję, że po tych wszystkich nie najlepszych przejściach jednak osiągnąłeś swój cel. Cóż mogę życzyć? Jeszcze trochę siły w nogach.
d
do - "do K"
Ty się właśnie chłopie zastanów... ręce opadają od czytania Twoich "pocisków".
A
Asia
Powodzenia Jacku ! Trzymam kciuki ! Pozdrowienia
a
asia
Jacek, dasz radę!
c
cześ
Biegnij chłopcze, biegnij!
k
ktoś z oławy
Już nie pobiegnie, bo się wykończył
r
rozsadny
Jesli nie macie nic madrego do napisania to nie piszcie bo zbiera sie na wymioty jak sie czyta \" \" takie wypociny\"
N
Nikt
Może jakiś komentarz Jacka,dotyczący podsumowania całej wyprawy
R
RobMan
Jacek jesteś wielki ... wielki szacunek , odwaga brak słów by to opisać ...

Dodaj komentarz:

{{ error.comment.author }}
{{ error.comment.body }}
{{ error.comment.rules }}
{{ comment.success }}