Tragiczne chwile w Nowym Dworze. Jeden pies nie przeżył ataku
Agresywny pies biegał po Nowym Dworze, wchodził na prywatne posesje, gdy tylko otwierały się bramy. Według relacji mieszkańców, najpierw zagryzł Chihuahuę, trzymając go w pysku pobiegł dalej, a chwilę później zaatakował owczarka niemieckiego. Oba zdarzenia zarejestrowały kamery monitoringu.
Tragiczne chwile w Nowym Dworze. Agresywny pies biegał po miejscowości, a gdy tylko otworzyła się jakaś brama posesji - wbiegał i atakował psy. Jeden z nich został zagryziony, drugi został uratowany. W obu przypadkach ataki zostały nagrane przez monitoringi znajdujące się przy posesjach. Mieszkańcy obawiają się nie tylko o swoje zwierzęta, ale również o dzieci i o siebie.
Zdarzenie miało miejsce w miniony wtorek, 16 czerwca. W momencie otwarcia bramy wjazdowej, pies wbiegł na posesję, złapał w pysk małego psa rasy Chihuahua i wybiegł z nim. Martwego psa porzucił pod swoim domem i pobiegł dalej. Wykorzystał kolejny moment otwarcia bramy innej posesji i zaatakował tam Owczarka Niemieckiego. Właściciele i sąsiedzi zaczęli desperacko walczyć, aby rozdzielić psy. Po wielu próbach w końcu się udało.
- Nasz pies strasznie piszczał, jakby ktoś go obdzierał ze skóry - relacjonuje kobieta. - Na szczęście psu nic się nie stało. Ten pies to prawdopodobnie Amstaff, ale to na pewno jakiś mieszaniec. To typowe psy szykowane do walk. Miał obcięte uszy, to nie jest zwierzę wzięte ot tak sobie do przytulania - dodaje.
Z relacji właścicielki owczarka wynika, że atakujący pies chwilę później został prawdopodobnie potrącony przez samochód. Na miejsce wezwano policję, która czekała przy zwierzęciu blisko półtorej godziny na przyjazd weterynarza. Agresywny pies został przekazany właścicielowi. Nie mógł iść o własnych siłach - więc jak relacjonuje kobieta - jego właścicielka postanowiła go ciągnąć na smyczy. To bardzo nie spodobało się mieszkańcom obecnym na miejscu - zareagowali - dopiero wtedy policja postanowiła podwieźć rannego psa oraz jego właścicielkę pod ich dom.
Obie kobiety, których psy zostały pogryzione są zawiedzione postawą policji.
- Policja nie zrobiła nic. Powiedzieli, że mają tylko jedno zgłoszenie sprzed dwóch miesięcy, tam też pies im uciekł, prawdopodobnie ten sam. Ale my chodząc po miejscowości, dowiedzieliśmy się różnych rzeczy, że było zgłaszane, że boją się tych psów. Że sąsiad mieszkający tuż obok tego domu został pogryziony. Że psy są puszczane luzem i biegają po placu zabaw, dowodów na to nie mamy. Ale każdy się boi.
Warto dodać, że to już nie pierwsza interwencja w tym domu. O sprawie odebrania psów przez Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt pisaliśmy w styczniu 2024 roku. Najpierw pisaliśmy o zaginięciu suczki Mastifa Tybetańskiego. Wtedy nie spodziewaliśmy się, że sprawy nabiorą zupełnie innego obrotu. Zaginiona suczka żyła w trudnych warunkach. A w mieszkaniu znajdowało się jeszcze sześć innych psów. Wtedy też mieszkanka, która zaangażowała się w tę interwencję nie dała za wygraną, powiadomiła hodowlę z której pochodzi suczka Mastifa Tybetańskiego. 13 stycznia została ona odebrana przez właścicielkę hodowli z której pochodzi. Z relacji mieszkanki Jelcz-Laskowic, wynika, że pies nie był na nic zaszczepiony. Co do reszty psów, postanowiono wtedy zawiadomić Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt, który zjawił się pod domem i również 13 stycznia odebrał od kobiety pięć psów, rasy: Pitbull Red Nose, suczkę Cane Corso Mix, suczkę Doga Niemieckiego, Bulteriera oraz małego kundelka.
Z relacji właścicielki owczarków wynika, że nikt o interwencji z 2024 roku nie wie, ani burmistrz ani policja.
W sprawie zdarzenia z minionego wtorku skontaktowaliśmy się z policją.
- Otrzymaliśmy zgłoszenie 16 czerwca. Duży pies wykorzystując otwartą bramę posesji wbiegł i zaczął się gryźć z owczarkiem niemieckim. Został on przegoniony, a policyjny patrol znalazł psa, jak leżał przy samochodzie na końcu Nowego Dworu. Podczas czynności u policjantów pojawił się pan, który stwierdził, że pies zagryzł Chihuahuę. Policjanci ustalili właściciela psa i wobec niego został skierowany materiał do sądu - wyjaśnia Wioletta Polerowicz, rzecznik prasowy KPP Oława.
Z relacji rzeczniczki wynika, że nie wiadomo, czy pies został potrącony. Na miejsce został wezwany lekarz weterynarii, pojawił się także właściciel, który okazał książeczkę zdrowia zwierzęcia. Właściciel będzie odpowiadał prawdopodobnie z artykułu 77 Kodeksu Wykroczeń, który stanowi, że kto nie zachowuje zwykłych lub nakazanych środków ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia, podlega karze grzywny do 250 złotych albo karze nagany. Natomiast właściciel zwierzęcia, przy niezachowaniu zwykłych lub nakazanych środków ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia, które swoim zachowaniem stwarza niebezpieczeństwo dla życia lub zdrowia człowieka musi liczyć się z podwójną kwotą mandatu za to wykroczenie.