Reklama
Logo - Olawa24.pl
{{ report.show === 1 ? 'Zgłoś sprawę' : 'Kontakt z redakcją' }}
{{ report.success }}
{{ error.report.data.name }}
{{ error.report.data.email }}
{{ error.report.data.body }}
{{ error.report.data.rule }}

Trening się kończy, regeneracja dopiero zaczyna. O czym zapominają amatorzy sportu?

Dodano: Autor: Redakcja
autor zdjęć: Materiał partnera

Kamery telewizyjne pokazują ten sam obrazek w co drugim meczu. Sędzia nagle przerywa grę, a zawodnicy zbiegają do linii bocznej, żeby uzupełnić płyny w potężnym, ponad trzydziestostopniowym upale. Według analiz „The Guardian”, podczas fazy grupowej tegorocznego mundialu wskaźnik stresu cieplnego (WBGT) tak drastycznie przekroczył bezpieczne normy, że wywołało to interwencję światowego związku piłkarzy FIFPRO. Zawodowcy mają jednak do dyspozycji potężne zaplecze i sztab fizjologów, którzy błyskawicznie wdrożą protokoły regeneracyjne. Amator po lipcowym treningu ma do dyspozycji jedynie ciasną szatnię, szybki prysznic i pięć minut na przebranie, zanim wróci do codziennych obowiązków.

W tym wyścigu z czasem większość osób aktywnych dba o rozciąganie powięzi i rolowanie stawów, ale masowo pomija najbardziej wyeksponowany narząd. Własną skórę.

Pot nie jest wrogiem. Błędy zaczynają się w szatni

Wokół wpływu sportu na cerę narosło wiele szkodliwych mitów. Wbrew obiegowym, alarmistycznym opiniom, wysiłek fizyczny nie niszczy skóry. Przeciwnie – z twardych badań klinicznych wynika jednoznacznie, że 16-tygodniowe interwencje treningowe (zarówno tlenowe, jak i oporowe) przynoszą wymierne, korzystne zmiany w elastyczności i strukturze naskórka, a podnoszenie ciężarów dodatkowo wpływa na faktyczne pogrubienie skóry właściwej.

Ruch fizycznie służy barierze ochronnej. Prawdziwy problem pojawia się w momencie, w którym kończysz trening i zamiast wziąć prysznic, przez kolejne dwie godziny siedzisz w samochodzie lub przed komputerem w mokrej, przepoconej koszulce. Badania oceniające transepidermalną ucieczkę wody (TEWL) wykazują gwałtowny wzrost utraty nawilżenia pięć minut po intensywnym wysiłku, jednak ta różnica całkowicie znika po 30 do 60 minut. To środowisko potreningowe i banalne błędy w higienie potrafią wyrządzić skórze realne szkody, a nie sam bieg czy wyciskanie sztangi.

Biegacz, pływak i bywalec siłowni nie regenerują tej samej skóry

Każda dyscyplina atakuje ciało w zupełnie innym mechanizmie. Uniwersalny krem rzucony niedbale na dno torby to zdecydowanie za mało.

Biegacz mierzy się z morderczą trójką: promieniowaniem UV, parującym potem pozostawiającym na skórze drażniącą sól oraz mechanicznym tarciem odzieży. Priorytetem staje się twarda fotoprotekcja (SPF 30+ o szerokim spektrum). Amerykańska Akademia Dermatologii (AAD) wprost rekomenduje, by przy dłuższych wybieganiach ponawiać aplikację wodoodpornego kremu co około dwie godziny oraz bezwzględnie nakładać go ponownie po intensywnym poceniu.

Pływak walczy ze środowiskiem basenowym. W badaniach na grupie młodych sportowców udowodniono, że po dwugodzinnym treningu w chlorowanej wodzie, parametry przeznaskórkowej utraty wody są znacząco gorsze niż u zawodników trenujących na lądzie. Dermatolodzy radzą tu tylko jedno: natychmiastowe spłukanie ciała świeżą wodą po wyjściu z niecki i szybkie nawilżenie naskórka po myciu.

Bywalec siłowni to z kolei ofiara zamkniętego ekosystemu. Pot, tarcie, mocno dopasowana odzież kompresyjna, wspólny sprzęt i ten sam ręcznik używany do wycierania twarzy oraz oparcia ławeczki. AAD wskazuje wyraźnie, że to gotowy przepis na zmiany trądzikowe. Kluczem jest tu czysty, suchy strój zmieniany po każdej sesji, oraz bezwzględny zakaz agresywnego wycierania potu ręcznikiem w trakcie serii – skórę należy bardzo delikatnie osuszać.

Twarz to dopiero początek. Najwięcej dzieje się pod koszulką

Najbardziej zadbana cera na twarzy nie zmieni faktu, że przez ostatnią godzinę twoje plecy były dociśnięte do mokrej, koszulki, uda ocierały się o siebie przez dziesięć kilometrów, ramiona uciskał pas od tętna, a stopy trafiły po wszystkim pod wspólną wylewkę prysznicową. Poważne problemy skóry osób aktywnych rzadko zaczynają się na policzkach. Zaczynają się właśnie tam, gdzie kończy się klasyczna, domowa rutyna.

Dermatolodzy przypominają, że mechaniczne tarcie w połączeniu z wilgocią błyskawicznie nasila zapalenie mieszków włosowych i powstawanie wyprysków na plecach czy klatce piersiowej. Z kolei powtórne zakładanie tej samej, niedosuszonej po wczorajszym treningu odzieży to po prostu zaproszenie dla infekcji grzybiczych.

Prysznic, ręcznik, krem. Kolejność ma większe znaczenie niż liczba kosmetyków

Klubowa szatnia to nie domowe spa. W potreningowej kosmetyczce nie potrzeba sześciu etapów koreańskiej pielęgnacji, lecz żelaznej precyzji, opartej na zaleceniach AAD. Według ekspertów istnieje konkretne, wąskie okno – od 0 do 5 minut od zakręcenia wody pod prysznicem. To właśnie w tych kluczowych minutach należy delikatnie osuszyć skórę ręcznikiem (bez tarcia jej do czerwoności!) i natychmiast, na wciąż lekko wilgotne ciało, nałożyć produkt nawilżający. Tylko tak można mechanicznie zablokować parowanie z naskórka.

Zbudowanie takiej prostej rutyny ułatwia partner artykułu – sieć Super-Pharm, łącząca dostęp do dermokosmetyków z ofertą drogeryjną. Żeby rozwiązać większość bazowych potrzeb po treningu, wystarczą tak naprawdę trzy dobrze dobrane produkty wrzucone do torby: łagodny produkt myjący, preparat wspierający barierę hydrolipidową oraz krem z filtrem przy aktywności w terenie. Taki prosty zakupowy zestaw chroni organizm przed potężną dawką infekcji i stanów zapalnych.

Pielęgnacja na siłowni czy basenie to dokładnie taki sam, absolutnie niezbędny element wyposażenia, jak naładowany zegarek z GPS-em, odżywka białkowa i dobre buty z amortyzacją.

Zgłoś naruszenie
{{ error.violation.name }}
{{ error.violation.email }}
{{ error.violation.body }}
{{ violation.success }}