Nowy Dwór: Cztery psy w domu i kontrola służb
Pies, który wbiegał na prywatne posesje i atakował zwierzęta, doprowadził do dramatycznych scen w Nowym Dworze. Jednego psa zagryzł, drugiego zaatakował, a wszystko zarejestrowały kamery monitoringu. Dziś u właścicielki agresywnego czworonoga pojawiły się służby, które sprawdzały warunki, stan zwierząt i dokumentację.
Przypomnijmy, że 16 czerwca agresywny pies biegał po Nowym Dworze, wchodził na prywatne posesje, gdy tylko otwierały się bramy. Najpierw zagryzł Chihuahuę, trzymając go w pysku pobiegł dalej, a chwilę później zaatakował owczarka niemieckiego. Oba zdarzenia zarejestrowały kamery monitoringu.
23 czerwca kontrola rozpoczęła się chwilę po godzinie 11:00. Pracownicy Inspektoratu Weterynarii sprawdzili książeczki zdrowia oraz stan psów. W mieszkaniu znajdowały się cztery czworonogi, w tym szczeniak.
- O zdarzeniu zostaliśmy poinformowani przez mieszkańców. Postanowiliśmy zorganizować interwencje, gdzie zostały zaproszone służby w tym Powiatowy Inspektorat Weterynarii, Policja i Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej. Wystąpię do tych jednostek o protokoły z przeprowadzonych czynności, mi się nie udało wejść do środka - wyjaśnia Anna Ozimkowska z Urzędu Miasta i Gminy w Jelczu-Laskowicach.
Na miejscu była również społeczniczka Małgorzata Raczkowska, która zajmowała się interwencją w tym samym domu w 2024 roku. Niestety jej również nie udało się wejść do środka, właścicielka psów rozpoznała ją z poprzedniej akcji. Przypomnijmy, że wtedy z tego miejsca Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt odebrał od kobiety pięć psów, rasy - Pitbull Red Nose, suczkę Cane Corso Mix, suczkę Doga Niemieckiego, Bulteriera oraz małego kundelka.
- Panie mieszkają w niskim standardzie, nie pracują, mają duże psy, dobrze je karmią i jak widać biznes się kręci. Rasowe psy, albo w typie rasy się cenią - wyjaśnia społeczniczka. - Słyszałam dzisiaj jak lekarz weterynarii zadawał konkretne pytania właścicielce, sprawdzał książeczki zdrowia. W domu znajdują się cztery psy: dwa w typie Amstaff, jeden w typie Maltańczyka i jeszcze jeden. Trzy psy mają chipa. Lekarz pytał o sposób żywienia psów, mówiły, że jest to sucha karma, ale nie posiadają żadnego opakowania, bo zostało wyrzucone oraz surowym mięsem kupowanym w sklepie na promocjach i same je przygotowują. Dzisiaj mięsa rozmrożonego nie było, jedynie samo zamrożone, żadnych puszek z karmą ani przysmaków.
Pies, który kilka dni temu siał postrach w miejscowości i zagryzł Chihuahuę miał być zaraz po tym zdarzeniu potrącony. Dzisiaj na miejscu sprawdzono jego stan, z relacji Małgorzaty Raczkowskiej wynika, że jest w dobrym stanie, stał o własnych siłach. Właścicielka była z nim u weterynarza i pokazała wypis. Na pytanie o zachowanie właścicielek, w czasie dzisiejszej akcji, Raczkowska odpowiada - Panie są wyszkolone, wiedzą jak odpowiadać i co mówić.
Choć pewności nie ma, patrząc na wcześniejsze sytuacje, mieszkańcy uważają, że zwierzęta trafiają do tego domu na "przechowanie". Ich właścicielka przyznała się, że tydzień temu, wystawiła psa do adopcji, na jedną z platform sprzedażowych, bo miał być "nadpobudliwy". Jednak nie potrafiła znaleźć archiwum ogłoszenia, ani podać danych osoby, która zdecydowała się go "adoptować".
Powiatowy Inspektorat Weterynarii nie chciał dziś wypowiadać się w tej sprawie.