Pies zamknięty na dwóch metrach kwadratowych, wśród odchodów. Zgłoszenie uratowało psie życie
Wolontariusze z oławskiego Stowarzyszenia "Podaj Łapę" - zapobieganie bezdomności zwierząt, przeprowadzili w ubiegłym tygodniu interwencję. Duży psiak, zamknięty na dwóch metrach kwadratowych, chodzący po warstwie własnych odchodów...
Tego miejsca nie da się nazwać kojcem, a zapach amoniaku palił w gardło wolontariuszy. Bez świeżej wody, bez spacerów i zabezpieczonej budy przed zimnem, gdzie w momencie interwencji panowały silne mrozy.
- I wiecie, co jest najtrudniejsze? Nie to, że zobaczyłyśmy brud.... Nie to, że zobaczyłyśmy zaniedbanie... Najtrudniejsze jest pytanie: Jak można na to patrzeć codziennie i uważać, że wszystko jest w porządku?! Jak można twierdzić, że "pies ma dobrze", kiedy ślizga się we własnych odchodach?! Jak można mówić, że się go kocha, kiedy on miesiącami nie wychodzi poza dwa metry błota i fekaliów?! Jak można nie widzieć, że istota obok cierpi?! My naprawdę próbujemy to zrozumieć.... Rozumiemy, że człowiek: - może zachorować. - może stracić pracę. - może się pogubić. Ale nie wolno ciągnąć na dno istoty, która jest od nas całkowicie zależna - czytamy na facebooku stowarzyszenia.
Aktualnie suczka przebywa w oławskim schronisku dla bezdomnych zwierząt. Początkowo była zestresowana i napięta. Teraz wychodzi z wolontariuszami na spacer, nie ucieka, nie biegnie przed siebie, chce być przy człowieku. - To nie jest "trudny pies". To jest pies, który tęsknił. Tęsknił tak bardzo, że nawet nie chce oddalić się na kilka metrów, żeby pobiec. Jakby bała się, że znowu zostanie sama. Zwierzęta to nie są przedmioty. Nie są elementem podwórka. Nie są dodatkiem do domu. Czują. Tęsknią. Frustrują się. Zapadają się w sobie. Popadają w zaburzenia ze stresu. Usychają z samotności.
Stowarzyszenie "Podaj Łapę", jasno wyjaśnia, że zwierzęta nie muszą być umierające, aby dopiero wtedy zacząć reagować. Właśnie po to, aby nie dopuścić do ich śmierci. Wolontariusze dziękują osobom, które zdecydowały się zgłosić tę sprawę. - Bardzo często za naszym płotem ktoś cierpi - a my odwracamy wzrok. Bo wygodniej. Bo to "nie nasza sprawa". Bo "nie mamy czasu". A czasem wystarczy jeden telefon, żeby czyjeś życie zaczęło się od nowa. Dzisiaj ta czarna suczka już nie ślizga się w fekaliach. Dzisiaj idzie przy nodze i patrzy w oczy.